Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OSR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OSR. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 marca 2025

[DiS] Lepidoptera i dzicy naukowcy

 Sesja live rozegrana 14 kwietnia 2024 r.


W ramach zorganizowanej akcji Głowy Pełnej Przygód wziąłem udział w knajpianej sesji w Death in Space.


Wystąpili:

Naoto - hipochondryk i miłośnik roślin;

Cash - pragmatyczny i pełen wszczepów;

Ichiro - kapitan statku Baobab, solpod pełniący funkcję czołgu;

Ezra - android, niegdyś górnik asteroid.


Zadanie było takie: zadokować przy wielkim okręcie transportowym Oleander i odebrać stamtąd przesyłkę, a następnie dostarczyć ją do placówki badawczej na planecie Lepidoptera. Odebrać ją miała dr Miraia. Proste. Nie mniej już z oddali było widać, że Oleander jest atakowany. Toczyła się jakaś bitwa kosmiczna, w wyniku której zarówno transportowiec, jak i statek agresorów uległy zniszczeniu.

Bohaterowie wkroczyli na wrak transportowca, poszabrowali i dotarli do mostku kapitańskiego. W pobliżu martwej kapitan znaleźli skrzynkę, która - według infrawizji Naoto - zawierała w sobie jakieś fiolki z płynami. Nie udało się skrzynki otworzyć. 

Następnie drużyna wylądowała na Lepidopterze, gdzie spotkała się z dr Miraią. Wyjaśniła, że fiolki zawierały eksperymentalne ekstrakty potrzebne do rozwoju plantacji i upraw. To miało sens, bo Oleander należał do korporacji  Tenebris Food, a na samej, porośniętej dżunglą Lepidopterze były ogromne plantacje.

Następnie dr Miraia poprosiła Drużynę o przetransportowanie fiolek do nieodległej placówki badawczej, gdzie ich zawartość miała zostać poddana dalszej analityce. Ichiro spotkał w okolicy znajomego i pożyczył od niego miotacz ognia - miało to swoje uzasadnienie, ponieważ trzeba było przejść przez dżunglę, w której czaiły się niebezpieczne węże-pasożyty i jakieś gigantyczne roje mięsożernych much. Decyzja okazała się słuszna, bo zaatakował i wąż (schował się w ramieniu Casha) i muchy (spalone z połową dżungli miotaczem ognia).

Bohaterowie przybyli do drugiej placówki, gdzie powitano ich dość oschle. Ichiro, jako dowódca grupy, dość ostro rozmawiał chyba z szefem ochrony albo badaczy (nie pamiętam), który nazywał się Mateo. Ponieważ Cash miał w sobie robaka, poprosił o pomoc i kazano udać mu się do innego pomieszczenia.

To był generalnie bardzo zły pomysł, bo lekarz w środku w tamtym momencie zaciągnął się jakimś proszkiem. Poza tym miał pomarańczowe oczy i spiłowane zęby. Lekarz rzucił się na Casha, który zdołał go odstrzelić. 

Strzały zaalarmowały resztę grupy, która zawróciła, by pomóc koledze. Wówczas natknęli się na grupę kolejnych czterech nieco szalonych lekarzy, których nie sposób było wyminąć. Rzucili się z tymi swoimi zębami no i tak: Ichiro w ciężkim pancerzu i z miotaczem ognia radził sobie z nimi całkiem nieźle. Naoto i Ezra w końcu padli martwi rozszarpani lub spaleni. Cash, wcześniej uwięziony w gabinecie, w końcu się wydostał i pomógł zakończyć walkę. Finalnie Ichiro i Cash zdołali znaleźć jakiś inny statek kosmiczny i odlecieć nim z powierzchni Lepidoptery. Z zarobku raczej nici.

Wydaje się, że jest potencjał na kontynuację tej przygody, bo tajemnica dzikich naukowców nie została rozwiązana. Być może, wedle tego, co mówił Mistrz Gry, moglibyśmy spotkać się w czerwcu, by rozegrać kontynuację.

poniedziałek, 10 marca 2025

Rzut oka na Mausrittera

Napisałem to w 2022 roku.

Na Pyrkonie 2022, gdy Gzuby już odpowiednio dobrze weszły, udałem się w szaloną pielgrzymkę pomiędzy niezliczonymi stanowiskami wystawców. W ten oto sposób trafiłem tam, gdzie znaleźć można było Stinger Press i Alis.games - miałem możliwość oburzyć się, że jeszcze nie dostałem Iglicy (zapomniawszy, że wykupiłem tylko jedną przesyłkę), a następnie kupić trochę fantów. W tym Mausrittera, o którym dzisiaj ma być mowa. 

Dawno temu napisałem taki tekst, że chciałbym zagrać w Mouseguard, bo idea grania myszkami bardzo mi się podobała: inna skala świata przedstawionego, fajne pomysły wynikające z antropomorfizacji zwierząt, zabawy z nazewnictwem i tak dalej. Później miałem okazję w tego Mouseguarda zagrać i o ile historia bardzo mi sie podobała, tak mechanicznie gra okazała się dla mnie koszmarem. Mausritter wtedy już chyba był wydany, wpisywał się w OSRowy nurt, którym jako RPGowa owca się podjarałem. Mausritter był o myszach, był o wiele prostszy, ale powtarzałem sobie, że to niepoważne wydawać około 50 zeta za broszurę. No więc gra czekała na nabycie, aż będę odpowiednio pijany, co nastąpiło na Pyrkonie.

Nim impreza się skończyła, książeczka była przeczytana. 


Co definiuje Mysz?

Lubię małe gry, bo nie trzeba się, za przeproszeniem, srać z detalami, które często nie mają szansy nawet się na sesji pojawić. Tutaj Mysz określona jest przez trzy atrybuty: Siłę Fizyczną, Zręczność i Siłę Woli. 

Następnie, poza losowaniem punktów żyćka i Pestek (waluty), sprawdzamy doświadczenie Zawodowe Myszy, co od razu określa nam, jakie przedmioty mamy w ekwipunku. Bo tutaj, tak jak w Knave, to posiadany ekwipunek konstytuuje specjalizację Bohatera. No i tutaj ujawnia się ten cały urok innej skali. Gracze bowiem będą musieli kombinować mając do dyspozycji małe lusterko i gwizdek, albo haczyk, szpulkę nici. Podoba mi się to, że za ciężką zbroję robi wycięty naparstek, a za tarczę guzik. No urocze to jest i nikt mi nie powie, że nie!

W każdym razie Myszkę tworzymy bardzo szybko, co w dobie ograniczonych zasobów czasowych jest na wagę złota. Mamy esencję, reszta wychodzi w grze, a i tak nie ma potrzeby się tym szczególnie zajmować, bo jak to w OSRach, postradać Bohatera jest bardzo łatwo.


Co definiuje Mausrittera?

Zasad jest mało. Mały, ale wariat, jak to mówią: szybkie są, proste są, nie przytłaczają. Rdzeń mechaniki znamy doskonale nawet bez czytania podręcznika: gdy sytuacja jest niepewna i potrzeba testu, rzucamy k20 i wynik musi być niższy od wskazanego mysiego atrybutu. W sytuacji kontrolowanej lub wyjątkowo niepewnej stosujemy ułatwienie bądź utrudnienie, rzut 2k20 i wybieramy lepszy lub gorszy wynik.

No chyba, że dochodzi do walki. Wtedy nie rzucamy k20, a odpowiednią kością obrażeń. Żadnych rzutów na trafienie, bo wszystkie ataki trafiają. Pytanie tylko, jak mocno. To po pierwsze nadaje odpowiedniego charakteru konfrontacjom na poziomie myszy: walka jest śmiertelna, a zasady nie wspierają heroicznych, frontalnych ataków. Po drugie, „dobry plan nie wymaga rzucania kośćmi”, co wprost odwołuje się do OSRowego założenia, że problemy rozwiązujemy pomyślunkiem Gracza.

Następnie, tak jak powiedziano wcześniej, to ekwipunek definiuje specjalizację postaci. Miejsce jest ograniczone, co z resztą fajnie odzwierciedla karta postaci i „sloty”, na których można kłaść odpowiednie karteczki reprezentujące elementy ekwipunku. W każdym razie, jeśli chcesz walczyć, nosisz broń i zbroję. Jeśli chcesz czarować, musisz nosić w ekwipunku odpowiednie tabliczki z zapisanymi czarami.

W grze występują także tak zwane Stany. Bo otrzymywanie obrażeń to jedno, ale Stany, takie jak „Głodna”, „Ranna” itp. fajnie odzwierciedlają pogarszający się stan Myszki. Jak? Stan musisz wsadzić do ekwipunku, także im bardziej uszkodzony jest nasz Bohater, tym mniej dobra jest w stanie ze sobą nosić.


Co robi Mistrz Gry?

Jak każda dobra gra wpisująca się w staroszkolny nurt, Mausritter dostarcza Mistrzowi Gry dość narzędzi, by przygotować małego sandboxa. I cholernie mi się ta część podręcznika podoba, bo: 

1) jasno prezentuje główne pryncypia gry;

2) przedstawia szereg zwierząt innych gatunków, które możemy napotkać w grze - te są dość archetypiczne, tak wiec Sowy pragną mądrości, a Szczury i Koty to gnoje;

3) krok po kroku prowadzi przez proces tworzenia własnego sandobxa, oferując wskazówki oraz potrzebne tabele, dzięki którym eksplorowany obszar tętni życiem;

4) zawiera przykładową piaskownicę oraz loszek praktycznie gotowe do rozegrania. 

Jest tu w zasadzie wszystko, czego potrzebujemy, żeby machnąć fajną przygodę z perspektywy Myszy. Po lekturze nie mam poczucia niedosytu, bo albo wynika to z braku jakichkolwiek oczekiwań (w tym wieku im mniej oczekiwań, tym mniej rozczarowań), albo faktycznie udało się wcisnąć w tę broszurę to, co istotne. Bez lania wody i klimaciarstwa, bez pieprzenia. I to mi się podoba. Na pewno przyjdzie moment, gdy będę chciał Mausrittera poprowadzić, choćby dla jakiegoś zestawienia z Mouseguardem - mechanicznie wiadomo co wygrywa, a co do potencjału na opowiedzenie ciekawych historii, to się dopiero okaże.

czwartek, 20 lutego 2025

[DiS] Lliad i grzyby (znowu)

Sesja online rozegrana 5 kwietnia 2024 r.

Ostatnio sporo sesji zostało odwołanych, więc próbując zaspokoić niedosyt, udało mi się zorganizować sesję z doskoku w Death in Space. Tak, dla zabawy, żeby przypomnieć sobie mechanikę, trochę poimprowizować, poszaleć. Wymyśliłem, na podstawie generatorów, zlecenie, polosowałem różne hasła i na tej podstawie złożyłem niewielki moduł. Moduł, który, jak się okazało, może być materiałem na więcej niż jedną sesję, bo Gracze nie odwiedzili wszystkich miejsc na mapie.


Wystąpili:

Graat Sharpskin - stary model androida  - wiecznie neutralny;

Miszka - solpod - odrzuca wszelkie autorytety - chętnie rzuca się do akcji;

Rowa Cash - native machine - archeolog - hipochondryczka.


Zlecenie od korporacji Gallex było takie: polecieć na rozerwaną planetę Lliad do zniszczonej w czasie wojny placówki wydobywającej Kryształ i odzyskać z ruin ważny moduł SI, który niegdyś zarządzał logistyką i koordynował prace górników. Robota dobrze płatna, wydawało się, że nie ma haczyków. Czego zleceniodawca nie wiedział to fakt, że w okolicy (placówka znajdowała się w wielkim kraterze) żyła grupa dziwnych „ludzi”, kult Somnium. Somnium to grupa lunatykująca. Byli bierni, trochę jak lemingi. Ponadto na tym obszarze rosła gigantyczna kolonia fluorescenscyjnych, psionicznych grzybów, które jako zbiorowa jaźń potrafiły komunikować się z pobliskimi osobami w ich myślach. Generalnie był to ciągły jazgot, prowokacje, głupie żarty i przedrzeźnianie Bohaterów.

Na mapie znajdowały się następujące lokacje:

Budynek centralny, w którym mieściła się SI. Cały zainfekowany i chroniony przez grzyby, które również „przejęły” SI. 

Kompleks budynków H, U i J, które niegdyś pełniły funkcje administracyjne, sypialne, socjalne i magazynowe. Można było tam znaleźć różne ciekawe przedmioty, rewolwer, syntetycznego kotka o imieniu Furia (Rowa połączyła się z jednym komputerem, który określił kotka jako „Drapieżnika”) oraz wyłączony android Lenard-547. Lenard przybył tutaj w czasie wojny statkiem Walkiria jako najemnik, ale przeszedł na stronę górników i zwrócił się przeciwko kolegom z oddziału.

Wrak Walkirii: częściowo niedostępny. Była w nim uśpiona w kriokomorze Iwata Rower, piratka, obecnie wróg Lenarda-547. Bohaterowie przebudzili ją i pozyskali jako sojuszniczkę.

Labirynt pełen prowizorycznych chatek, w których mieszkali Somnium i ich liderka, Und Kalin. Tam też przetrzymywanych było troje żywych górników, którzy mieli zostać złożeni w ofierze tej nocy (był to kaprys znudzonych grzybów).

Kopalnia: czaiła się tam kwasowa bestia strzegąca odzieży ochronnej, dzięki której można było wejść do budynku SI bez narażania się na ataki grzybów (wybuchające purchawki). 


W toku eksploracji Bohaterowie zlokalizowali SI, odwiedzili budynek H, ale nie chcieli ryzykować, obawiając się drapieżnika o imieniu Furia. Rozważali powrót, żeby przebudzić Lenarda-547. Wcześniej jednak udali się do wraku Walkirii, gdzie trafili na Iwatę Rover, która była bardzo pomocna i chciała z nimi opuścić planetę, ale najpierw planowała rozwalić Lenarda. Tutaj, wydaje się, Bohaterowie popełnili błąd, bo pozwolili jej się odłączyć i załatwić swoje porachunki. Sami z kolei wkroczyli do budynku SI, częściowo chronieni przez nabytą przez Miszkę mutację (za każdym razem, gdy Bohaterowie grzybom grozili, istniało ryzyko nabycia Void Corruption, ale w jednym przypadku zadziałało to na korzyść Miszki. Za sprawą Corruption nabyła także dodatkowy rząd zębów). Wówczas grzyby zwróciły się przeciwko nim i rzuciły do walki także lunatykujących Somnium. W momencie wkraczania do budynku SI Somnium ruszyli z pochodem, by nieopodal złożyć w ofierze górników.

Doszło do walki: Graat walił ze znalezionego w Walkirii miotacza ognia i wycofywał się do statku Drużyny. Miszka i Rowa niosły moduł SI, ale w pobliżu statku musiały go odłożyć i włączyć się do walki. Do walki przyłączyła się również Iwata Rover, ale ona dbała przede wszystkim o własne bezpieczeństwo.

Efekt był taki, że Graat został rozszarpany w zasadzie na samym wejściu do statku. Upuścił miotacz ognia, co wywołało pożar. Następnie padła Rowa Cash, uzbrojona w elektromagnetyczną włócznię znalezioną na pokładzie Walkirii. W tym czasie Iwata Rover dostała się na pokład i odpaliła silniki. Została Miszka, która również padła i choć w tamtym momencie nie umarła (zdany ostateczny test BDY), była nieprzytomna. Statek o nazwie Centipede odleciał pilotowany przez najemniczkę Iwatę Rover, a cała Drużyna przepadła. Total Party Kill.

czwartek, 4 kwietnia 2024

[Mothership] Ucieczka z Martwej Planety

Sesja online rozegrana 20 kwietnia 2023 r.


Druga sesja na księżycu Martwej Planety, w towarzystwie zezłomowanych statków i kanibalistycznej wspólnoty żyjącej w bunkrze.


Wystąpili:

Silova - naukowiec prowadzący niekoniecznie etyczne badania na faunie i florze egzotycznej, tropikalnej planety o toksycznej atmosferze, siostra Avolis, która zginęła podczas ewakuacji z ośrodka badawczego;

Sun - marine pełniąca funkcję pracownika ochrony;

MET-SA-04 - android pełniący funkcje pomocnicze w prowadzeniu badań;

John Donne - załogant, mechanik i osiłek - postać zapasowa kontrolowana początkowo przez wszystkich Graczy;

Ben London - (pół-NPC) załogant, pilot „Małej Anglii”, która miała zabrać pracowników placówki badawczej w bezpieczne miejsce.


Bohaterowie wrócili do bazy Psujów Brekta. Sam Brekt był zdziwiony i podejrzliwy, ale sprawy Malty nie interesowały go na tyle, że postanowił po prostu ich oddelegować do pracy. Silova została w bazie, by pomóc w pracy nad mapami - Brekt wszak od dawna chciał wiedzieć gdzie się w ogóle znajduje. Ben London, jako NPC, poszedł pracować z Psujami, a reszta Drużyny udała się na wstępny rekonesans do ściągniętego właśnie wraku statku „Alexis”.

Wrak był totalnie zniszczony, aczkolwiek dało się z niego wyciągnąć trochę dobra. Tam też Bohaterowie mieli okazję spotkać się ze swoimi pierwszymi Zmarniałymi, dziwnymi, nieco humanoidalnymi postaciami z mrocznego wymiaru. Walka nie trwała długo, Bohaterowie świetnie sobie z potworami poradzili.

Silova w tym czasie obliczyła, że znajdują się naprawdę daleko od jakiejkolwiek cywilizacji i potrzeba było około stu lat, by dostać się do najbliższego sensownego ośrodka cywilizacji. Przy okazji w przyczepie Brekta - który udał się pracować w terenie - znalazła tunel wentylacyjny (czy techniczny), który zaprowadził ją do ukrytego hangaru, gdzie niemal na wykończeniu był już statek „Lucyfer Wyniesiony”… ależ to było odkrycie! Silova wymontowała ze statku jakiś rozrusznik, by Brekt nie zwiał bez nich. Później, gdy się z nim spotkała, poprosił, by Drużyna udała się do kolonii i wyciągnęła stamtąd Leerę, jego partnerkę, która tkwi w Ogrodzie Rzeźb.

Bohaterowie spotkali się pojechali na miejsce. Pod ich nieobecność w kolonii wybuchła jakaś rewolucja, wojna domowa (młodych ze starymi), także nie pakowali się do środka, tylko kanałami technicznymi przedostali się wprost do Leery, która ukończyła - nieświadomie - mroczną bramę (złożoną z jej rzeźb), przez którą przechodzili kolejni Zmarniali. Tutaj generalnie dość długo Gracze debatowali. Ostatecznie było tak, że bardzo cennym strzałem udało się bramę zniszczyć, a samą bredzącą Leerę ogłuszyć i wynieść siłą kanałem. Opuszczając kolonię Bohaterowie dostrzegli jeszcze czołgającą się, błagającą ich o pomoc Maltę, po której na dodatek przebiegło się stado kóz. Silova postanowiła, że zabiorą ze sobą przynajmniej cztery kozy. Maltę zaś zostawili na miejscu, bo wyjątkowo jej nie lubili.

Bohaterowie wrócili do Psujów Brekta, gdzie w końcu Brekt z radością oświadczył, że statek jest gotowy. Problem polegał na tym, że w statku było tylko 15 kriokomór (100 lat podróży!), a całej grupy 18-19 osób. To miał być moment konfrontacji. W krótkich słowach wyszło tak, że Brekt bardzo szybko i bezwzględnie odstrzelił Deana jako najmniej przydatnego. Wówczas android MET przekonał Brekta, że można na statku wprowadzić system zmianowy XD, jakoś się upchną i przetrzymają te 100 lat. 

Tak oto skończyła się ta historia. Moduł Martwa Planeta miał być horrorem, a wyszła krwawa komedia. Dawno się tak nie ubawiłem.

czwartek, 14 marca 2024

[Mothership] Despotyczny Żebrak

Sesja online rozegrana 7 kwietnia 2023 r.


Postanowiliśmy jeszcze chwilę zostać przy Mothershipie. Byłem wobec tego systemu raczej wstrzemięźliwy, ale mając poczucie, że nie skonsumowałem go dostatecznie mocno nie dawało mi spokoju. Wzięliśmy na tapet moduł Martwa Planeta. Olałem pierwszy „statkotłuk”, bo bardzo przypominał mi to, co robiliśmy na poprzedniej sesji i zamiast tego przeszliśmy od razu do przygody na księżycu Martwej Planety, gdzie dekadę wcześniej rozbił się „Wieczny Despota”  i z którego wyłoniła się kanibalistyczna kolonia „Despotycznego Żebraka”.


Wystąpili:

Silova - naukowiec prowadzący niekoniecznie etyczne badania na faunie i florze egzotycznej, tropikalnej planety o toksycznej atmosferze, siostra Avolis, która zginęła podczas ewakuacji z ośrodka badawczego;

Sun - marine pełniąca funkcję pracownika ochrony;

MET-SA-04 - android pełniący funkcje pomocnicze w prowadzeniu badań;

John Donne - (pół-NPC) załogant, mechanik i osiłek - postać zapasowa kontrolowana początkowo przez wszystkich Graczy;

Ben London - (pół-NPC) załogant, pilot „Małej Anglii”, która miała zabrać pracowników placówki badawczej w bezpieczne miejsce.


Po opuszczeniu egzotycznej planety wszystko wydawało się układać. „Mała Anglia” wystartowała, pilot uruchomił moduły nadprzestrzenne… i po chwili wszystko się posypało. Moduły miały awarię, statek wylądował w jakimś pasie wypełnionym opustoszałymi wrakami. Co gorsza, na pokładzie statku - w wyniku jakiejś anomalii - pojawiły się dokładne kopie Bohaterów… moduł kazał sprawdzić, kto tak naprawdę jest oryginałem i replikantem… autentycznie wyszło tak, że WSZYSCY byli replikantami. Gracze oczywiście nie zdawali sobie z tego sprawy. Następnie, również co gorsza, doszło do uderzenia - statek został złapany na gigantyczny harpun wystrzeliwany z powierzchni księżyca Martwej Planety. „Mała Anglia” rozbiła się w pobliżu wielkiego złomowiska, na którym znajdowała się również rzeczona harpunnica. „Oryginały” zginęły w katastrofie, a Bohaterowie Graczy przeżyli.

Niedługo później przez wrak do jego wnętrza (zamkniętego śluzami bezpieczeństwa) zaczął przebijać się oddział Psujów Brekta. Bohaterowie byli nieco zszokowani, Silova wręcz agresywnie napadła z pięściami na Brekta, ale ten wykazał się całkiem koncyliacyjnymi zdolnościami i przekonał Bohaterów, że nie ma złych zamiarów. Oskarżenia o celowy atak harpunnicą Brekt rozbroił, bo grupa nie bardzo ma kontrolę co dzieje się z harpunem po jego wystrzeleniu, a w swojej złomowni nie mają sprzętu do poszukiwania życia na orbicie księżyca. Nie wiedzieli, że na statku ktoś jest. Brekt z grubsza zarysował ich sytuację: perspektywa na wydostanie się z księżyca jest marna, a jeśli chcą przetrwać, to przede wszystkim muszą udać się do kolonii Despotycznego Żebraka, która powstała po katastrofie statku kolonizacyjnego „Wieczny Despota”. Ostrzegł, że wspólnota, do której i on należy, to specyficzne miejsce, wymagające sporych poświęceń (MET szybko zorientował się, że chodzi o symboliczny obecnie kanibalizm) i że przywódczyni, Malta, jest wkurzająco konserwatywna.

Ostatecznie Bohaterowie zdecydowali, że tak czy siak muszą tam pojechać i razem z Psujami kończącymi swoją zmianę udali się do bunkra pojazdem transportowym. Na przywitanie wyszedł im Verger (wielki wioskowy głupek) noszący przymocowaną do siebie androidkę Kalm, która przemawiała w imieniu całej wspólnoty. Potem nastąpiło spotkanie z Maltą (nogi ucięte ponad kolanami). Ta przedstawiła warunek: wstąpienie do kolonii wymaga daniny (statek wraz z dobytkiem oraz symboliczna amputacja). Bohaterowie zdecydowali się, że taki układ im nie odpowiada, próbowali negocjować i przekonywać Maltę, że jeśli wspólnota im pomoże, to naprawią swój statek) - Malta nie należała jednak do osób podejmujących takie ryzyko. Co ciekawe, MET wyraził zgodę na amputację (ostatecznie przekonał lokalnego chirurga, Janka Rozpruwacza, że wystarczy, jak odda mu palec Avolis, który zabrał wcześniej ze sobą). Potem musiał zostać w kwarantannie (skróconej na poziomie meta, bo nie chciałem zawieszać jednego Gracza). Wszyscy wobec tego czekali w celi (otwartej, jako wyraz zaufania i dobrej woli, ale Bohaterowie i tak nie mieli wstępu do reszty bunkra) na następny dzień, gdy Psuje Brekta miały ruszać do pracy transporterem. 

W czasie tego oczekiwania wydarzyły się najważniejsze rozmowy na tej sesji.

Po pierwsze, Bohaterów odwiedził podniecony Dean - młody próżniak i buntownik - który odebrał z Martwej Planety dwa przekazy dowodzące, według niego, że jest na niej życie, bogactwo i spokój. Chłopak, choć niczym w swoim krótkim życiu się nie wykazał, zapragnął nagle zrealizować swoje przeznaczenie: naprawa jakiegoś statku i ucieczka ze wspólnoty, która coraz mniej przychylnie patrzyła na niego oraz jego rówieśników.

Doszło też do rozmowy z Vergerem, który najpierw w pobliżu gadał sam do siebie, że chciałbym żeby niejaka „Leera przestała rzeźbić, bo to złe, niech ktoś jej połamie ręce, niech ona przestanie”. To było dziwne i niepokojące. Bohaterowie zawołali Vergera, żeby wyjaśnił o co mu chodzi, ale jak to jest z rozmowami z wioskowymi głupkami, wciąż było sporo niewiadomych. Przyczepiona do niego Kalm cały czas słuchała i gdy Sun zapytała, czemu android się nie odzywa, ta włączyła się do rozmowy, wyjaśniając ich ewentualne wątpliwości. Bohaterowie chcieli jednak poróżnić Vergera i Kalm, co łatwe nie było, ale w tamtym momencie wydawało się - w kontekście sytuacyjnym - całkiem sensowne. Verger zaczął się wahać, Kalm nakazała mu udanie się do Centrum Obserwacyjnego by złożyć Malcie raport. Bohaterowie chcieli ich dyskretnie zatrzymać, ale w konsekwencji szeregu wybitnie nieudanych testów, owszem, Verger i Kalm zostali zatrzymani, ale także zmasakrowani doszczętnie. Bohaterowie ukryli zwłoki w jednej z ciasnych i ciemnych cel. Na szczęście wkrótce miał przybyć transport. Pojawił się zziajany Dean przekonany, że Malta chce go zabić.

Wszyscy wsiedli do transportera i odjechali w stronę oddalonego o 60 kilometrów złomowiska Brekta. 

Kryzys w Despotycznym Żebraku miał dopiero wybuchnąć.

poniedziałek, 13 listopada 2023

Żółwiowa Skała i okolice - sandboxowe notatki

Oto zarys otoczenia Żółwiowej Skały w ramach sandboxowej kampanii w Wyprawę za Mur. Starałem się ów zarys rozbudowywać wraz z biegiem kampanii, rozwijać, dodawać kolejne wątki, wylistowywać Bohaterów Niezależnych i proponować nowe lokacje. Ponadto, do pewnego stopnia, próbowałem realizować zasady związane z nieuchronnością niektórych wątków, ale w pewnym momencie straciłem dyscyplinę, by się tego trzymać. Bohaterowie ruszyli swoim własnym torem i wiecie, jak to jest: gdy na czymś się bardzo skoncentrujesz, reszta świata przestaje istnieć.

Wiem, że ten pierwszy szkic sandboxa zasługiwałby na solidniejsze przygotowanie, Bohaterowie Niezależni na jakieś dodatkowe atrybuty: aspiracje, charakter, niechęci itp. Być może z tej skrótowej listy ktoś wyciągnie dla siebie jakiś pomysł, a jeśli tak, to smacznego!


Żółwiowa Skała i okolice

Blisko

Obóz bandytów: w lesie nieopodal wioski bandyci rozbili obóz. W pobliskich ruinach skryli skarby zrabowane z królewskiej galery na wybrzeżu. Skarby są naprawdę wartościowe, ale w pogoń ruszyły elitarne jednostki rycerzy oraz najemnicy i łowcy nagród, którzy za głowę herszta bandytów, Jaromira z Czarnego Przesmyku, mogą zdobyć całkiem sporą sumę. Jaromir ukrywa się pośród krypt zapomnianego cmentarza. W jednej z krypt znalazł przeklęty pierścień, który zbudził zmarłych, którzy teraz błąkają się po cmentarzu i nie mogą znaleźć spokoju. 

[wątek rozwiązany - Jaromir został uratowany i zdecydował się wypłynąć za morze do dalekich krain]


Średniodaleko

Magiczny wir: pośród skalistych wzniesień skryty jest magiczny wir: to dziwne miejsce pełne niebieskich błysków zachowuje się niekiedy jak jakiś portal: czasem wyrzuca z siebie jakieś rzeczy, a czasem wciąga to, co znajdzie się zbyt blisko. 

Wir faktycznie jest portalem: niebezpiecznym efektem ubocznym magicznych rytuałów odprawianych przez Wyszenigę (mieszka w Żółwiowej Skale) i jej siostrę, Niesiebądkę. Niesiebądka została wciągnięta i zniknęła. Wyszeniga wówczas wprowadziła się do wioski, by obserwować wir i spróbować go zrozumieć, by ostatecznie odnaleźć i uratować siostrę.

Miasto Karapaks: główne miasto (stolica?) w regionie. Mieści się nad morzem, ma port, jest w nim sporo ciekawych ludzi oraz dostęp do większości usług. W mieście toczy się konflikt miedzy księciem Gromosławem, a Gildią Cieni pragnącą go obalić.

Gildia Cieni: niedawno w wyniku coraz większych problemów, jawnych starć i zuchwałych przestępstw z Karapaksu wyniosła się Gildia Cieni. Nie uciekła jednak daleko, lecz skryła w gąszczu odkrytych przez siebie jaskiń, grot i tuneli wewnątrz wielkiej żółwiej góry sąsiadującej z miastem. Legenda głosi, że góra to tak naprawdę wielki żółw i któregoś dnia się zbudzi, by rozpocząć swoją wielką wędrówkę. 

Cele Gildii Cieni nie są do końca jasne. Organizacja jest bardzo wpływowa (choć nie sprawia takiego wrażenia), nie przyjmuje zwykłych zleceń, a jej polityczne ambicje zdają się rosnąć.


Daleko

Konklawe magów: daleko na północnym wschodzie, w górach, skrywa się siedziba grupy potężnych magów nazywających siebie Konklawe. Wyniosły, skryty za iluzjami zamek skrywa wiele magicznych skarbów i wiedzy. Magowie dopuszczają do siebie jedynie wybrane przez siebie jednostki. Ich skrytym celem jest przejęcie kontroli nad całym regionem, przejęcie władzy i sprowadzenie na tę krainę „prawdziwego” pokoju, szczęścia i bezpieczeństwa.

Magowie mają dar zmiennokształtności: potrafią przybierać formy różnych zwierząt, ale najchętniej zamieniają się w koty.

Labirynt Króla Elfów: Upadły Król Elfów zbiera swoje siły. Pragnie zjednoczyć pod swoją władzą wszystkie zamieszkujące w lesie magiczne istoty, mniejsze siedliska fae itp. Kieruje się obsesją za swym utraconym koronnym klejnotem. Choć winny kradzieży jest tylko Wulfgar, spaczony umysł Króla wierzy, że został zawiązany przeciw niemu spisek, za który chce ukarać ludzi żyjących w królestwie. 

Armia Grimshacka: na południu orczy wódz Grimshack zaczyna jednoczyć dzikie plemiona, które zamierza poprowadzić na północ, by podbić królestwo ludzi.


Postaci:

Apokaliptyczna Anna - czarodziejka poznana w Dworze Willowby.

Bertram - weteran i pielgrzym z problemami alkoholowymi. Lata temu odpierał najazdy dzikich plemion z północy.

Bogdan - niziołek, kowal.

Helena - córka młynarza, narzeczona Bogomira.

Helma, Cichy i Głośny - łowcy nagród, którzy zostali wyrolowani przez Bohaterów.

Helmut Półmiecz - tchórzliwy wojownik poznany w Dworze Willowby.

Icek - ma farmę między Karapaksem a Żółwiową Skałą, zna wiele plotek.

Jaromir i Jagna - para kochanków. Jaromir podpadł Gromosławowi. Para wypłynęła za morze.

Kasja - kitsune, sprzedawczyni amuletów.

Kupiec Wszebor - odeskortowany przez Bohaterów do Czarnego Stawu.

Khiarre - znany wojownik zza morza, poznany w Żółwiowej Drodze.

Lisbet Grunt - łotrzyca poznana w Dworze Willowby.

Lucjan - duch znanego i uwielbianego minstrela pochowanego w Karapaksie.

Mojmira - bardzo, bardzo stara wiedźma, dawna nauczycielka Wyszenigi.

Nawojka - złodziejka z Gildii Cieni.

Olgierd - stary najemnik, „wujek” Pężyrki.

Wyszeniga - zielarka, wiedźma.

Zlatko - kapłan, opiekun żółwi.


Miejsca:

Dwór Willowby - magiczny dwór za Rzepakowym Wzgórzem, w drodze do Północnych Gór.

Płonący Szczur - karczma między Żółwiową Skałą a Karapaksem. Karczmarz zatrudnia duchy trzech kobiet, które w wolnych chwilach grają w piwnicy w karty.

Wioska Żółwi Dół - na północny wschód od Żółwiowej Skaly, przy samej granicy z gęstym lasem.

Karczma Czarny Staw - duża karczma na skrzyżowaniu na północ od Żółwiowej Skały.

Karczma Pod Migocącymi Piwoniami - karczma w Karapaksie, właścicielem jest Adisa. 

Karczma Żółwiowa Droga - mieści się w Żółwim Dole. Karczmarka Jagna jest kochanką Jaromira.

Wioska Mała Bruzda - zniszczona przez najazd zielonoskórych wioska przy Południowej Granicy.


Wydarzenia w tle:

Sesja 1-2: szalony Król Elfów budzi się i zaczyna poszukiwania skradzionego przed laty klejnotu (nieuchronność: 2).

Sesja 3: do wioski wprowadza się Kasja (kitsune), sprzedająca magiczne amulety. Ork Grimshack zaczyna jednoczyć południowe plemiona (nieuchronność: 2).

Sesja 4: Ork Urshack (prawa ręka Grimshacka) wkracza do ludzkiej krainy i dokonuje najazdu na pierwszą wioskę (nieuchronność: 3).

Sesja 5: do ludzkiego królestwa wyruszają szpiedzy Króla Elfów. Król Elfów wraca z Mrocznego Wymiaru i sprowadza tajemniczą chorobę (nieuchronność: 3)

Sesja 6: Urshack przepędzony na południe (nieuchronność: 2)

Sesja 7: brak

Sesja 8: Książę Gromosław wysyła zabójców za kupcem Wszeborem, który próbuje wywieźć plany tajnych podziemnych korytarzy wokół pałacu.

Sesja 9: brak

Sesja 10: Troll Janek zostaje wyrwany z przekleństwa Króla Elfów. Wściekły Król wysyła swoje sługi za Bohaterami (nieuchronność: 3)

Sesja 11: brak

Sesja 12: Gildia Cieni przeprowadza nieudany zamach na życie Księcia Gromosława (nieuchronność: 3).

czwartek, 19 października 2023

[WzM] Wesele i czas pożegnań

Sesja online rozegrana 9 listopada 2022 r.


Ostatnia sesja tej kampanii Wyprawy za Mur. Rok (z drobnym hakiem) grania. Dużo śmiechu, głupawek, parę mroczniejszych momentów. Wszystko jednak - mam wrażenie - uchowało się w stylu dobrego, generycznego fantasy o poszukiwaniu przygód.


Wystąpili:

Pężyrka - Lokalna Bohaterka, która niegdyś sama pokonała niedźwiedzia. Poza tym uwielbia żółwie, a tych jest tutaj sporo (O.)

Mecek - Młody Tropiciel ze złodziejskim zacięciem i miłością do opowieści (K.)

Bogomir - Czarodziej-Samouk, syn właścicieli Gospody „Pod Starożytnym Żółwiem”, wkrótce mąż Heleny, córki młynarza (P.)


Przybycie Bohaterów do Żółwiowej Skały wywołało poruszenie. Został tylko tydzień do planowanego ślubu Bogomira z Heleną. Przyszły teść srogo spoglądał na przyszłego zięcia i wymógł obietnicę, że ten już nie będzie się szlajał.

Tymczasem trzeba było sprostać kilku kryzysom organizacyjnym:

Tradycyjnie w Żółwiowej Skale dodatkowymi świadkami były dwa żółwie urodzone w tych samych latach, co państwo młodzi. Żółwie, jako długowieczne istoty, miały być stróżami trwałości związku. Problem polegał na tym, że do wioski nie dotarły zamówione kwiaty ozdobne, dostarczane zazwyczaj przez kwiaciarza Dusana. Pężyrka udała się na plantację kwiatów, by zbadać sprawę. Okazało się, że w okolicy pojawił się młody troll, który - trochę jak koty z kocimiętką - urządził się i tarzał w delikatnych kwiatach ślubnych. Pężyrka załatwiła sprawę po swojemu, a potem Dusan i jego ludzie pojechali zakopać trolla w lesie.

Był też problem z jedzeniem - znany Bohaterom mistrz kuchni Michał z miejscowości Skorupa Marlana (to tam, gdzie też zmagali się z trollem) nie dowiózł zamówionej dziczyzny. Bogomir pojechał na miejsce, gdzie okazało się, że odbywał się memoriał Kurzymordy. Bogomir go nigdy nie spotkał, ale usłyszał, jak cały tłum zakapiorów wspominał znanego banitę zabitego przez jakąś silną kobietę (czyli Pężyrkę). Bogomirowi, dzięki czarom, udało się wynieść z karczmy trochę mięsa i beczkę wina. W tym samym czasie Mecek i Pężyrka świetnie poradzili sobie na polowaniu, kładąc gigantycznego odyńca.

Była jeszcze drobna kwestia z załamanym Lucjanem, który miał dać popis w trakcie wesela - artysta domagał się adekwatnej sceny. Bogomirowi udało się go przekonać alternatywnymi rozwiązaniami.

Był ślub.

A po ślubie - wesele. Stary najemnik Olgierd dopytywał o szczegóły przygód naszych Bohaterów (chciałem, żeby trochę pogrzebali w pamięci o pisali zdarzenia po swojemu). I w ten oto sposób pewien rozdział w życiu Bohaterów został zamknięty. Była radość, nowe perspektywy, ale też smutek, bo gdzieś w głębi duszy wiedzieli, że raczej prędko w podobnym układzie razem nie wyruszą w podróż.

Na koniec streściliśmy sobie dalsze losy Bohaterów.

Bogomir został w Żółwiowej Skale i w tajemnicy oddawał się studiom magicznym pod okiem Tyvalda, maga żywiołów. Zgodnie z wolą teścia wypiekał chleb, przynajmniej do jego śmierci. Doczekał się czwórki dzieci. 

Mecek ostatecznie został zwerbowany do Gildii Cieni i dzięki swoim zdolnościom szybko wspinał się po szczeblach kariery. Gildia Cieni w końcu doprowadziła swoją misję do końca - książę Gromosław został zamordowany, a na jego miesjce Gildia ulokowała potencjalnie lepszego władcę. Sukces tej misji był jednak kosztowny - wielu łotrów straciło życie, doszło do rozłamu w organizacji.

Pężyrka przez jakiś czas samotnie kręciła się po okolicy w poszukiwaniu przygód. Któregoś dnia przypadkiem spotkała dawnego kochanka, Khiarrego. Zaczęli rozmawiać o marzeniach, wypili parę dzbanów wina, po czym Khiarre oświadczył się Pężyrce i zaproponował, by wyruszyli do jego pałacu na tajemniczej wyspie Jundarr. Tam Pężyrka miała przeżywać nowe przygody. 

Czy jeszcze kiedykolwiek Bohaterowie będą mieli okazję wspólnie wyruszyć w drogę? Być może. 

czwartek, 12 października 2023

[WzM] Ostateczna konfrontacja

Sesja online rozegrana 26 października 2022 r.


Udział wzięli:

Pężyrka - Lokalna Bohaterka, która niegdyś sama pokonała niedźwiedzia. Poza tym uwielbia żółwie, a tych jest tutaj sporo (O.)

Mecek - Młody Tropiciel ze złodziejskim zacięciem i miłością do opowieści (K.)

Bogomir - Czarodziej-Samouk, syn właścicieli Gospody „Pod Starożytnym Żółwiem”, wkrótce mąż Heleny, córki młynarza (P.)


Bohaterowie odpoczęli, nękani nocnymi nawoływaniami smoka gdzieś z głębi ponurej twierdzy. W poczuciu rozczarowania, bezsilności i gniewu postanowili jeszcze skonfrontować się z Nienną. Bogomir pamiętał, że wiedźma, która niegdyś ich wykiwała, wcale nie ma dobrych relacji z Delianą, namiestniczką Szalonego Króla Elfów.

Pężyrka wywaliła zatem drzwi do komnaty Nienny. A tam następująca sytuacja: w ogromnym palenisku wirują dziesiątki, setki portali. Nienna w jakimś rytuale z wielkim trudem zdawała się te portale podtrzymywać, a nad nią czuwał wielki człowiek-grzyb z jeszcze większym batem. W tle stało wielkie zwierciadło, w którym widać było obserwującą wszystko Delianę.

Tym razem Bohaterowie - nauczeni walką z piwnicy - nie zbliżyli się do wielkiego Purchlaka (bo kojarzył mi się z Purchlakami z The Last of Us), a skutecznie wykończyli strzałami, procą i czarem paraliżującym. Gdy grzyb był ostatecznie unieruchomiony, Pężyrka dokończyła dzieła swoim toporem. 

Wówczas Bogomir dostrzeł przerażoną twarz Nienny. W zwierciadle, obok Deliany, pojawiła się trójka małych drowów, dzieci zniewolonej wiedźmy. Wówczas wyszło, że namiestniczka trzyma je jako zakładników, by zmusić Niennę do utrzymania i stabilizacji portali, dzięki którym Szalony Król Elfów mógłby wkroczyć do swojego królestwa na dobre. Bunt miał oznaczać utratę dzieci.

Wówczas Nienna stworzyła portal, przez który wszyscy w komnacie przenieśli się do dziwnego miejsca - jakby pustego i bezkresnego, gdzie podłoże było idealnie gładkie i czarne. Tam właśnie operowała Deliana i w ten oto sposób doszło do finałowej walki. Walki, która nie trwała długo, ale była niebezpieczna, bo chyba pierwszy raz Bohaterowie musieli zmierzyć się z potężną czarodziejką. Ta, choć w pewnym momencie powalona i spętana, zaklęciem nakazała Pężyrce zabić maga. Bogomir otrzymał potężny cios toporem i cudem, naprawdę cudem to przetrwał. Mecek próbował zakneblować Delianę (jelitami rozpłatanych koboldów, które wyskoczyły wcześniej z wnętrza jej włóczni), ale nim to uczynił, również dostał polecenie zabicia maga. Bogomir tym razem miał szczęście, bo gdyby Mecek miał w dłoniach swój miecz (a nie te śmierdzące jelita), to skończyłoby się tragicznie. Ostatecznie Deliana została zakneblowana, a Pężyrka ucięła jej głowę.

W tle działa się inna niebezpieczna rzecz: podłoże zaczynało pękać, a ze szczelin wydobywało się żółte światło. Rytuał przejścia właśnie się dokonywał, już było słychać spazmatyczne śmiechy Szalonego Króla Elfów. Nienna ostatkiem siły zaczęła odprawiać mantrę odwracającą ten proces. Ale była za słaba. Dołączył do niej Bogomir, by ją wspomóc. Potem dołączyły też dzieci Nienny. Tylko Pężyrka i Mecek nie zajarzyli, że fajnie by było, gdyby wszyscy zrobili to wspólnie i po prostu się gapili (XD). Choć pęknięcia w podłożu zaczęły się zamykać, jakiś portal otworzył się na czarnym niebie i wyleciała z niego piszcząca, blyskająca jasnym światłem kula lecąca wprost na nich.

Kula się zbliżała, aż w końcu uderzyła w Mecka. Okazało się, że był to… Lucjan! Dawno zmarły genialny minstrel i bard, jakże wkurzający duch, który przy okazji międzywymiarowych przejść gdzieś przepadł. Teraz wrócił, w pełni zmaterializowany, żywy i - co jeszcze ważniejsze - posiadający nieuszkodzoną (niegdyś przez Mecka) lutnię.

Gdy ostatecznie Szalony Król Elfów został powstrzymany, Nienna - nie mając już siły na nic więcej - zdecydowała się odesłać Bohaterów do ich wymiaru. Gdy spadli na podłogę ukrytej (też między wymiarami, o czym trochę zapomniałem) biblioteki Konklawe, dostrzegli bałagan, zgniłe księgi i zapadające się regały. Gdzieś nagle pojawił się bardzo, bardzo stary kot, pytający kto to przyszedł i czy to oni… Bogomir zbladł, bo zrozumiał, że chyba minęło wiele, wiele lat. Ale tak naprawdę to nie, to był żart magów Konklawe. Bohaterowie uratowali rzeczywistość, a Bogomir tym samym został nagrodzony perspektywą nauki. Mógł wybrać jednego z czarodziejów, u którego zacznie „terminować” i wybrał Tyvalda, maga żywiołów (chyba ku rozczarowaniu wszystkich, bo mógł przecież być zmiennokształtnym!).

Wkrótce potem Bohaterowie byli już u stóp gór, do których swego czasu wkraczali w poszukiwaniu Konklawe. Bogomir wkrótce ma brać ślub, zostało naprawdę niewiele czasu na przygotowania. Helena na pewno czeka zniecierpliwiona lub zmartwiona. Biedny Bogomir stracił wszystkie pieniądze, nie miał z czym wrócić do narzeczonej i wówczas dała o sobie znać przyjaźń: Mecek i Pężyrka oddali mu swoje skarby, jakie zdobyli w trakcie swoich przygód. 

W ten oto sposób kończy się wyprawa za mur naszych Bohaterów. Przynajmniej na jakiś czas. Przed nami epilog, w trakcie którego przyjrzymy się ich dalszym losom już z pewnego oddalenia. A kiedyś, być może, wrócimy jeszcze do dzielnej trójki z Żółwiowej Skały.

czwartek, 28 września 2023

[WzM] Szkielety i Oktoberfest

Sesja online rozegrana 18 października 2022 r.


Zdecydowaliśmy się wrócić jeszcze na jakiś czas do Leżajska, by podjąć próbę rozegrania niewielkiej kampanii. Chciałem tym razem zrobić to trochę inaczej, bardziej poważnie i być może na większą skalę, co wyszło w zasadzie na koniec sesji: póki co miejcie na uwadze, że na sesji dwoje Bohaterów miało poziom 2, a dwoje 1. 


Wystąpili:

Pchła - niedźwiedzica, która chce zebrać wszystkie znane opowieści o ludziach;

Mark Klark - materiał na bohatera, rozważny i szarżujący;

Dexter - nieopierzony złodziej spoza wioski, który przybył tu w poszukiwaniu okazji;

Juanito Dawnbringer - młody paladyn, wyznawca Matki, z pobliskiego zakonu rycerskiego.


Zaczęło się od dorocznego październikowego festiwalu piwa. Nie wiem czemu, nazwaliśmy go Oktoberfest. Do Leżajska zewsząd zaczęli ściągać chmielowi handlarze, rzemieślnicy oraz całe mnóstwo innych atrakcji, w tym podróżna trupa błaznów i sztukmistrzów mających tego wieczora dać popis swoich kuglarskich umiejętności.

Pchła, jako członkini straży miejskiej (i niedźwiedzica mająca posłuch w okolicy) pilnowała bezpieczeństwa. Mark Klark pił radośnie, tak samo z resztą jak Juanito. Dexter natomiast krążył szukając nieuważnego gościa, by odciąć mu sakiewkę.

W końcu wieczorem rozpoczął się spektakl ogniomistrzów i błaznów. Zafascynowani sztuczkami mieszkańcy i przyjezdni nie zauważyli nawet, jak od strony rzeki nadciąga ogromna grupa uzbrojonych szkieletów. Główny aktor-ogniomistrz został przekłuty od tyłu włócznią. Horda szkieletów maszerowała wprost przed siebie. Dopiero po chwili wybuchła panika. 

Wszyscy Bohaterowie stanęli do walki, próbując powstrzymać ten pochód. W sukurs przyszło też kilku lokalnych osiłków. Problem polegał na tym, że szkieletów było za dużo i cały czas szły przed siebie, wściekle atakujac to, co stało im na drodze. Poza tym nie atakowały nikogo innego, nie goniły za ofiarami, po prostu szły. Bohaterowie, jak i wielu innych, wycofali się do Karczmy Grubego Berta. Wówczas stało się jasne, że to karczma jest celem szturmu.

Szkielety odbijały się od murów karczmy, właziły na siebie, piętrzyły jak fala. Dexter obserwował to z piętra. Na dole tymczasem po kilku próbach do zabarykadowanej izby dostał się piekielny ogar, który jednak został bardzo, bardzo szybko spacyfikowany i odesłany do piekła. Drzwi zostały wyłamane, ale ku zdziwieniu Bohaterów wcale nie zamierzały wchodzić do środka. Ich celem było co innego: zawieszone nad wejściem wielkie poroże, które - według Grubego Berta - napędzało mu zaciekawionych klientów. 

Tutaj pewne sprawy zaczęły się Bohaterom klarować. Oto dlaczego: Gruby Bert był prawnukiem wielkiego przywódcy powstania chłopskiego, Bertolda Szarego. Potężnego i odważnego mężczyzny, który zmobilizował uciskanych mieszkańców tej krainy i wraz z nimi obalił złego króla Idrisa. Bertold Szary zabił Idrisa, a jako trofeum zabrał wielkie poroże z jego korony.

Pchła i Juanito zorientowali się, że, po pierwsze, tak wielka liczba szkieletów nie może wynikać z jakiejś tam zwykłej klątwy, a potrzeba do tego naprawdę potężnej magii zakazanej. Juanito skojarzył, że w jednej z ksiąg w trakcie studiów bibliotecznych pojawiło się nazwisko Yoverra Rane. Za czasów króla Idrisa była jego najbliższą nadworną czarodziejką/wiedźmą (a niektórzy sugerują, że także kochanką). Gdy Idris zginął Yoverra Rane zaczęła szukać sposobów na przywrócenie Idrisowi życia. 

Gdy szkielety zerwały w końcu poroże, horda zostawiła karczmę w spokoju i ruszyła w długi pochód do lasu. 

Wówczas Juanito, bardzo zaniepokojony zdarzeniami i możliwym powrotem nekromantki, postanowił bez zwłoki udać się do zakonu zdać raport i poprosić o pomoc. Reszta Bohaterów w tym czasie dyskretnie ruszyła za pochodem trupów. Ten zaprowadził ich w końcu na miejsce wielkiej polany z menhirem ustawionym w samym jej centrum. Szkielety uformowały wokół polany trzy pierścienie i krążyły wokół niego powoli zbliżając się do skały. Poroże cały czas wędrowało razem z nimi. Gdy w końcu dotarły do głazu, rytuał został dopełniony. Menhir pękł, a ze środka zaczęło wydobywać się zielonkawe światło. Wówczas Bohaterowie usłyszeli ryk i na polanie - teraz pełnej już leżących, rozpadniętych na kawałki szkieletów - wylądował ożywiony, gnijący smok! Z jego grzbietu zeskoczyła nekromantka, która pomogła powstać z ziemi jakiemuś mężczyźnie. Następnie podała mu poroże, które mężczyzna załozył sobie na głowę jak koronę. W ten oto sposób król Idris wrócił, by odzyskać swoje królestwo.

O świcie natomiast z siedziby zakonu rycerskiego poświęconego Matce (bogini ogniska domowego itd.) wyruszył oddział rycerzy mających zbadać podejrzane wydarzenia. Juanito nie wiedział jeszcze wtedy, że reszta Bohaterów była świadkami rytuału przywrócenia Idrisa do życia. Nie podjęli żadnych działań, bo być może smok-zombie, nekromantka, ożywiony król oraz horda szkieletów mogła ich nieco przerastać potęgą i umiejętnościami. Ale to przecież dopiero prolog. To, co najważniejsze, miało się przecież dopiero wydarzyć.

czwartek, 21 września 2023

[Cy_Borg] Lucky Flight Casino

Sesja online rozegrana 6 października 2022 r.


Pierwsza, próbna sesja Cy_Borg. Problem polegał na tym, że gdy wróciłem do domu po pracy, byłem nie do życia i przygotowania do sesji poszły mi, delikatnie mówiąc, umiarkowanie dobrze. Poprowadziłem scenariusz z podręcznika i z powodu mojego nieogarnięcia ograniczyliśmy się do technicznego przeczesywania mapy, testowania mechaniki z minimalną ilością roleplayu (ze szkodą dla gry, zdecydowanie). Ponadto, z powodu nieprzygotowania, zawartość pomieszczeń przedstawiałem praktycznie na żywo czytając je z podręcznika, także wiecie. No nie była to moja najlepsza sesja. Nie mniej Cy_Borg robi fajne wrażenie.


Wystąpili:

Xleo - hackerka z dwiema Appkami;

Nur - cyberslasher z zamiłowaniem do jogi.


Cała historia zaczyna się od zlecenia. Zmartwiony Charlie Sand, przedstawiający się jako drobny sprzedawca z pogranicza Portów i Bigmosse, przedstawia swój problem: jego sąsiedztwo dorobiło się grupowego, gigantycznego długu u Lucky Flight Casino i wkrótce dranie zaczną ten dług egzekwować. Charlie prosi, by Bohaterowie po cichu usunęli z wewnętrznej - pozostającej offline - bazy danych wszystkie informacje o tymże długu. Uniemożliwienie dalszego funkcjonowania kasyna, a także zbadanie losu Batu - znajomego sprzedawcy, który poszedł się dogadać i zniknął - miały być dodatkowymi atutami.

Gracze chwilę planowali i wkroczyli do akcji. Weszli w godzinach otwarcia kasyna, w trakcie głośnego koncertu. Tłum ułatwiał anonimowe przemieszczanie się. Mieli też szczęście, na głównym poziomie nie było wielu strażników. Xleo odpaliła też Appkę, dzięki której wszechobecne kamery praktycznie jej nie widziały. Dzięki temu szybko przedostali się do piwnicy służbową windą z pomieszczenia służbowego.

Wylądowali w pomieszczeniu z monitoringiem, gdzie pracowało pięciu cywili. Ci jednak nie chcieli kłopotów i grzecznie zgodzili się zrobić sobie wydłużoną przerwę na papierosa. W pomieszczeniu były dobrze zabezpieczone drzwi i Xleo próbowała złamać kod, jednak niechcący uruchomiła cichy alarm. To zaalarmowało Wattanę, szefa ochrony, który z drugiego piętra wybrał się do piwnicy, by sprawdzić, co się stało. Bohaterowie wiedzieli, że ten nadciąga, bo wszystko przecież widzieli na ekranach monitoringu.

Wattana zjechał do piwnicy i został zaatakowany z zaskoczenia. Muszę powiedzieć, że walka była bardzo krótka i jednostronna: Nur, wyposażony w garotę (wszczepioną w palcach) chwycił od tyłu przeciwnika i zaczął go dusić. Xleo w tym czasie karała go nożami do rzucania. Wattana nie miał szans i został Bohaterom kartę z dostępem do wszystkich pomieszczeń w budynku.

W zamkniętym pokoju z alarmem Bohaterowie spotkali wspomnianego Batu, który choć fizycznie nie był pomocny (okrutnie go obito), to przekazał kilka informacji na temat samego kasyna. 

Bohaterowie następnie udali się tą samą windą na drugie piętro. Przeszli przez pomieszczenie pełne korpo-szczurów w białych koszulach, dostali się do serwerowni, a stamtąd do ukrytego pomieszczenia. Wiedzieli, że jest ono ważne, bo jakimś trafem kamery monitoringu nie obejmowały jego wnętrza. Z wejściówką Wattany było do śmiesznie łatwe: w środku trafili na podłączoną do skomplikowanego okablowania Zolę, nano-zainfekowaną kobietę zdolną do zapamiętania każdej liczby. To ona była bazą danych. 

Nim cokolwiek zrobili, udali się do pokoju prezesa (również nieobjętego monitoringiem). Zastali go w trakcie romantycznych scen z kochanką. Okazało się, że prezes, Vaska Jordan, to jakiś mięczak - nie tylko był nieuzbrojony, ale na dodatek bardzo chciał zachować życie. Zastraszony przez Bohaterów zgodził się usunąć zapis o długu z pamięci Zoli, a także wręczył po 2000 kredytów premii za zostawienie go w spokoju. 

Bohaterowie poszli na taki układ. Tym samym Lucky Flight Casino dalej mogło funkcjonować. Budynek nie został też w pełni spenetrowany, także nie zrealizowaliśmy wszystkich możliwości oraz spotkań z NPCami. Na koniec okazało się jeszcze, że Charlie Sand nie pojawił się w umówionym miejscu z zapłatą (drań!), ponieważ… być może okazał się być kimś innym, niż mówił. Nur zdołał natomiast odrąbać Wattanie rękę z wbudowanym monoostrzem, a następnie wszczepił je sobie u jakiegoś reaperdocka. 


W ten oto sposób zakończyliśmy. Bez szczególnego zainteresowania światem przedstawionym, bez całej sympatycznej otoczki. Praktycznie sama mechanika. Tylko na tyle było mnie wówczas stać, ale mam nadzieję, że Gracze jeszcze trochę będą chcieli w Cy_Borga pograć.

poniedziałek, 18 września 2023

Rzut oka na Cairn

Poświęciłem ostatnio chwilę na zapoznanie się z kolejną prostą, OSRową grą - tym razem padło na Cairn, której autorem jest Yochai Gal, a polskiego tłumaczenia podjął się Oskar Świda. Już na wstępnie chciałbym ogłosić parę słów wyjaśnienia: słaby jestem w recenzje i w pełni świadom ich wątpliwej jakości, nie jestem w stanie zagwarantować, że to, co napiszę o tej grze będzie wartościowym pakietem informacji. Jednocześnie trudno jest mówić o tytułach dość minimalistycznych, gdzie otrzymujemy raptem podstawowy pakiet szybkich zasad i nic więcej. Będę rzeźbić, zobaczymy.

Specyfika gry została ukazana w szeregu reguł i porad dla Graczy i Mistrzów Gry. Tak jak Knave, Cairn nie proponuje żadnych klas postaci - jesteś tym, co masz. A to, co masz, wymaga przemyślenia, bo miejsce w ekwipunku jest ograniczone, a dodatkowo będzie się ono kurczyć wraz ze wzrostem zmęczenia postaci. To ciekawe rozwiązanie będzie powstrzymywało wszystkich nałogowych zbieraczy - bierzesz tylko to, co naprawdę potrzebne. A jeśli przypadkiem zapełnisz wszystkie 10 slotów ekwipunku, jesteś tak obładowany, że łatwo będzie cię wyeliminować. 

No bo z tą eliminacją wiąże się jedna zasadnicza sprawa: w Cairn w zasadzie nie rzuca się na trafienie. Masz określoną pulę punktów Ochrony przed trafieniem (OCHR) i tłuczesz się z przeciwnikiem - wzajemnie odejmujecie sobie określoną liczbę punktów (używamy różnych typów kości, w zależności od rodzaju broni oraz ewentualnych przewag lub utrudnień) i twoja w tym głowa, żeby przypadkiem nie spaść do 0 lub poniżej. Wówczas grożą ci Blizny, trafienia krytyczne i zmniejszenie współczynnika Siły. A domyślasz się pewnie, co się stanie, gdy ta spadnie do zera.

Wspomniałem, że nie ma tutaj klas postaci i tyczy się to również czarowania. Nie potrzebujesz żadnej specjalnej zdolności. Rzucanie zaklęć nie jest ekskluzywna rozrywką, a ogranicza ją jedynie pojemność twojego plecaka oraz konieczność posiadania odpowiedniej księgi lub zwoju. Lista zaklęć zawiera sto pozycji - każdy czar opisany jest krótko, także pozostaje sporo miejsca na własne warianty, efekty i działanie magicznych sztuczek.

I to w zasadzie tyle. Cairn jest zbiorem prostych zasad, które można postawić przy Knave/Łajdaku, Maze Rats oraz innych podobnych tytułach. Ten 24-stronicowy podręcznik zawiera dokładnie tyle, byś mógł zebrać kilkoro znajomych i szybko ruszać na poszukiwanie skarbów, przygód i niebezpieczeństw. Mnie, osobiście, brakuje jednak tego bardziej losowego czynnika - rzutów na trafienie i obrażenia, co często prowadzić może do ciekawych i nieprawdopodobnych sytuacji. Mam wrażenie, że w Cairn tego rzucania kośćmi wypada mniej i dlatego chyba czuję, że nie jest to rzecz specjalnie dla mnie.

czwartek, 14 września 2023

[WzM] Na ratunek Bogomirowi

Sesja online rozegrana 28 września 2022 r.


Mecek i Pężyrka ruszyli na pomoc porwanemu przez smoka Bogomirowi. W ten oto sposób trafili do jego obecnej siedziby, czyli zrujnowanej przez siły Szalonego Króla twierdzy.


Wystąpili:

Pężyrka - Lokalna Bohaterka, która niegdyś sama pokonała niedźwiedzia. Poza tym uwielbia żółwie, a tych jest tutaj sporo (O.)

Mecek - Młody Tropiciel ze złodziejskim zacięciem i miłością do opowieści (K.)

Bogomir - Czarodziej-Samouk, syn właścicieli Gospody „Pod Starożytnym Żółwiem”, wkrótce mąż Heleny, córki młynarza (P.)


Smok zabrał Bogomira do ruin twierdzy, która niegdyś należała do drowów. Została jednak zdobyta i zniszczona. Nie jest ona jednak tylko legowiskiem smoka o imieniu Xanarath. Tutaj także uwięziona jest… Nienna! Nienna, która zmuszona jest do podtrzymywania, poprzez skomplikowany rytuał, źródła anomalii czaso-przestrzennych (czyli tych szalejących portali, od których wszystko się zaczęło). Bogomir, nim smok wylądował, zdołał się oswobodzić i mógł pokręcić się nieco po korytarzach. Właśnie w ten sposób ustalił, że w jednej z komnat jest Nienna (stał tuż pod jej drzwiami!).

Tymczasem Pężyrka i Mecek ominęli patrole smogwingów i dotarli do twierdzy. Przebyli główny zewnętrzny dziedziniec pokryty ciałami poległych drowów, ale nie zabawili tu długo. Weszli do środka. Bogomir szczęśliwie niewiele wcześniej ich wypatrzył i zwrócił na siebie uwagę. Pężyrka krzyknęła z radości, zwróciła na siebie uwagę smoka i ten - choć nie mieści się wszędzie i zakres jego ruchów jest bardzo ograniczony - potraktował ich ogniem z pyska.

Gdy Drużyna znów była razem, udali się do zejścia do podziemnego lochu, który Bogomir odkrył wcześniej. Na dole słychać było jakieś pojękiwania i kaszel. Okazało się, że spora grupa drowów wciąż żyje i jest więziona w paskudnych celach. Strzegło ich pięcioro ludzi-grzybów. Początkowo Bohaterowie podstępem wykończyli jednego ze strażników, potem drugiego. Następnie sprawy nieco się skomplikowały, bo trzeba było teraz walczyć z dwoma. Grzyby potraktowały ich toksyną wywołującą halucynacje, przez co Bohaterowie niekiedy nie rozróżniali, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem i część ataków lądowała nia tam, gdzie powinna. Muszę powiedzieć, że nigdy wcześniej Gracze nie mieli tylu krytycznych sukcesów na kościach. Szkoda tylko, że akurat wtedy ataki były wymierzane w innych Bohaterów. Ostatecznie prawie się wykrwawili, przegrali tę walkę. Zdecydowali się uciec, ale konsekwencje były takie, że „lochy” jako lokacja były stracone: drowów nie udało się uratować i w finale nie będzie można skorzystać z ich pomocy.

Było źle. Musieli znaleźć miejsce, by odpocząć, by wylizać rany. Bogomir, przyjmując rolę przewodnika, tym razem się zgubił i zaprowadził towarzyszy w złe, nieprzyjazne miejsca (tutaj wsparłem się losowymi generatorami). W konsekwencji raz przegoniły ich twarze w ścianach, a raz miliony dżdżownic. Uciekając przed tymi robakami Bogomir zgubił swoją przepastną sakiewkę, w której zbierał pieniądze na organizację własnego wesela. Powiedział o tym przyjaciołom, gdy w końcu, ostatkiem sił, znaleźli spokojną i pustą komnatę, gdzie mogli odpocząć.

Tutaj musieliśmy skończyć. Przed nami wciąż - potencjalnie - konfrontacja z Nienną, a być może także ze smokiem!

czwartek, 7 września 2023

[WzM] Kto potrafi ujeżdżać smoki?

Sesja online rozegrana 14 sierpnia 2022 r.


Kontynuujemy. Tym razem byłem zupełnie nieprzygotowany i bez pomysłu. Posłużyłem się kilkoma randomowymi generatorami, dzięki którym zarysował się jakiś prosty pomysł na przygodę. Ostatecznie największe emocje wynikały jednak z konsekwencji poczynań Graczy, co potwierdza tezę, że sandboxy najlepiej sprawdzają się przy proaktywnych uczestnikach.


Wystąpili:

Pężyrka - Lokalna Bohaterka, która niegdyś sama pokonała niedźwiedzia. Poza tym uwielbia żółwie, a tych jest tutaj sporo (O.)

Mecek - Młody Tropiciel ze złodziejskim zacięciem i miłością do opowieści (K.)

Bogomir - Czarodziej-Samouk, syn właścicieli Gospody „Pod Starożytnym Żółwiem”, wkrótce mąż Heleny, córki młynarza (P.)


Po ostatnich wydarzeniach wszyscy spotykają się w kryjówce Baloka. Jest radość, bo król Glanduil powoli dochodzi do siebie. Jest radość, bo ojciec z synem w końcu się spotkali. Jest plan, by przenieść się do kryjówki Meliana. Bohaterowie namawiają Baloka, by razem ze swoimi cancarianami (tymi robakami) również się przeniósł i przestał żyć jako zakładnik Deliany. Balok w końcu się zgadza, ale nie wie, co zrobić z magicznym zwierciadłem. Ostatecznie zabierają je ze sobą, ale dokładnie owijają szmatą i nie odzywają się, gdy namiestniczka Szalonego Króla Elfów uparcie wzywa Baloka. Z grupą podąża też uwolniony i zaprzyjaźniony org Idalgr.

W kryjówce wielka radość. Zapalczywy książę Erendriel kombinuje, jak przeprowadzić kontrofensywę, ale problem polega na tym, że drowy nie mają dość sił. Większość jego wojsk albo się rozpierzchła, została pojmana, albo nie żyje. Opowiada za to, że Deliana najpewniej przejęła siedzibę Glanduila, stolicę królestwa, jako swoją bazę. Baza nie tylko jest teraz pilnie strzeżona, ale namiestniczka rzuciła potężne zaklęcie skrywające drzewne miasto we mgle. 

W trakcie skromnego świętowania (powrót króla i księcia to dobra okazja, nie?) do kryjówki przybywa drowia przepatrywaczka Aloten z towarzyszącą jej białą sową Celme (to z generatora), która opowiedziała, że po przegranej bitwie długo nie mogła znaleźć drogi (przez mgłę). Trafiła natomiast na osadę pełną drowów-zombie, w której swego czasu żył znany lokalnie spec od wzmacniania i osłabiania działań magicznych (a zatem można było rozwiać magiczną mgłę!). To się nawet dobrze składało, bo mniej więcej w tym czasie Bogomir odkrył, że mógłby - wpatrując się (i ujawniając Delianie) w zwierciadło - namierzyć z grubsza lokalizację wrogiej namiestniczki.

W ten oto sposób Bohaterowie wraz z Aloten ruszyli do tej wioski. Z ogromną łatwością przebili się przez kilka zombie, aby dotrzeć do domu wspomnianego speca magicznego. Gość już dawno nie żył, jego ciało wisiało na sznurze na piętrze, o czym Bohaterowie mieli się wkrótce dowiedzieć. Mniej więcej w tym czasie na zewnątrz usłyszeli ryk - ktoś na SMOKU! Zataczał w powietrzu kręgi nad wioską, jakby czegoś poszukiwał. Przeszukując dom Bohaterowie trafili na trochę drobiazgów oraz szereg rzadkich ksiąg. Jedna z nich oprawiona była w smoczą łuskę. To było oczywiste, że ta należała do latającego im nad głową smoka.

Ostatecznie Bogomir postanowił zaryzykować i uwierzył w dobre intencje smoka i jego jeźdźca. Wyszedł na dach z księgą chcąc mu ją oddać. Smok szybko go wypatrzył, zapikował i pochwycił młodego czarodzieja w swoje szpony, by następnie odlecieć. 

Na takim godnym cliffhangerze postanowiliśmy zakończyć tę sesję.

poniedziałek, 24 lipca 2023

[WzM] Koboldy i niedźwieżuk

Sesja online rozegrana 5 września 2022 r.


Pierwsza sesja, pierwsza przygoda w nowej drużynie! Trudno powiedzieć, czy wyniknie z tego jakaś dłuższa kampania, jak w przypadku Żółwiowej Skały, czy może będzie to takie granie z doskoku.


Wystąpili:

Pchła - niedźwiedzica, która chce zebrać wszystkie znane opowieści o ludziach;

Esme - uczennica wiedźmy, miłośniczka klątw i błogosławieństw;

Irma - nieopierzona, ale zajadła złodziejka;

Mark Klark - materiał na bohatera, rozważny i szarżujący.


Wioska Leżajsk znalazła się w niebezpieczeństwie! Bohaterowie zostali wysłani przez wiedźmę Helgę po szczęśliwe zioła, które były lekiem na śmierdzące stopy tejże Helgi. W drodze powrotnej okazało się, że miejscowość została zaatakowana przez złośliwe koboldy, które roznosiły jakąś nieprzyjemną, śmierdzącą chorobę. Wówczas Helga zrozumiała, że mogła to złapać, bo ktoś - brzydko mówiąc - narobił nawozu w jej przydomowym ogródku.

Ale nie to było przecież najgorsze. Hans, leśniczy, broniąc swojego domu został bardzo ciężko ranny. Szybka i fachowa ocena pozwoliła stwierdzić, że mężczyzna raczej nie przeżyje. W agonii pytał jeszcze o Grettel, która - wedle relacji karczmarza - została uprowadzona przez koboldy do lasu. Hans i Grettel zawsze byli dla Bohaterów dobrzy, toteż drużyna postanowiła ruszyć w pościg.

Jeszcze nim opuścili dom Hansa, dostrzegli grupę koboldów biegnącą do wioski. Pchła rozszarpała jednego z nich. Koboldy, jak można było podejrzewać po ich zachowaniu, czegoś w tej wiosce poszukiwały, a ewentualne pożary i ataki były… cóż, były efektem ubocznym. Martwy kobold oblepiony był rzęsą wodną, którą Esme natychmiast zidentyfikowała i wiedziała, gdzie szukać.

W lesie, będąc na zwiadzie, Irma wypatrzyła nadciągającą w stronę Leżajska grupę banitów pod wodzą Collina Leniwe Oko. Usłyszała, że zbóje planowały zrabować wieś korzystając z okazji, że ta jest w kryzysie. Wobec tego, po szybkiej naradzie, Irma i Pchła przygotowały fantastyczny wilczy dół. Następnie drużyna się ukryła, poza Esme (fatalnie jej to poszło) i ta postanowiła udawać pannę w opałach, która niewiele miała w sobie gracji, bo oblazły ją mrówki. Banici usłyszeli szpetne przekleństwa uczennicy wiedźmy, ale podchwycili przynętę. Wkrótce Collin wpadł do dziury, a reszta zbirów w krótkiej walce została wybita lub przepędzona. Mocno ucierpiała na tym Esme, która rzucając różne klątwy i błogosławieństwa została uznana za największe zagrożenie.

W każdym razie, Bohaterowie dotarli do miejsca, gdzie były bajora i jaskinie, w których potencjalnie kryły się koboldy. Przed wejściem kręcił się zagubiony ork. Myk polegał na tym, że ów ork był takim trochę ghoulem, którego ktoś ubił, a on - nie wiadomo dlaczego - nie mógł do końca umrzeć. Krążył więc w tej śmierdzącej wodzie i próbował zrozumieć, co tu robi. Esme wiedziała o jeszcze jednym, niestrzeżonym przez nikogo wejściem. Tam też Mark Klark oraz pchła (jakimś cudem!) przecisnęli się i dostali do podziemi, po nich Esme i Irma. 

W podziemiach Bohaterowie bardzo szybko poradzili sobie z kilkoma koboldami. Już mieli ruszać w dalszą eksplorację, gdy przybył do nich Kościogrzmot, czyli niedźwieżuk, który przejął władzę nad plemieniem koboldów. Orzekł, że szukał posążka, a to posążek przybyl do niego, szczędząc mu trudów. O jaki posążek chodziło? Ano o ten, co go swego czasu Irma wykradła ze świątyni w sąsiedniej wiosce (Graczka opowiedziała o nim w trakcie tworzenia postaci, a następnie w trakcie sesji wspomniała gdzieś przy okazji, że ma go przy sobie). Ów posążek, jak wytłumaczył Kościogrzmot, dawał władzę nad wszystkimi koboldami!

Kościogrzmot zlekceważył wszystkich innych, chciał tylko odebrać Irmie posążek. Ta zdołała mu się wymknąć, a tymczasem Mark Klark i Pchła zaatakowali. Walka była krótka, ale wszystkie trafienia, jakie padły, były przepotężne i niebezpieczne. Pchła, choć wgryzła się paszczą w niedźwieżuka, odbierając mu ponad połowę HP, została wyeliminowana i wpadła do podziemnej rzeki. Nurt bez wątpienia wciągnąłby ją gdzieś głębiej pod ziemię, ale wówczas Esme - chyba pchana siłą przyjaźni - zdołała niedźwiedzicę wyciągnąć na brzeg, gdzie szybko zajęła się jej opatrywaniem. Mark Klark również zadał potężny cios włócznią, co niemal zabiło Kościogrzmota. Ostatecznie Pchła wróciła do walki i rozszarpała przeciwnika. 

Bez przywódcy koboldy rozpierzchły się po okolicy. Bohaterowie jeszcze trochę poszperali w jaskini: znaleźli żywą, choć nieprzytomną Grettel a także nieco skarbów, w tym magiczny pierścień. Można było powiedzieć, że źródło problemów zostało wyeliminowane, aczkolwiek Leżajsk znacznie ucierpiał. Należało wrócić do domu i rozpocząć proces odbudowy i napraw.