czwartek, 28 listopada 2024

[Coriolis] Omar din Nimatallah

Sesja online rozegrana 24 listopada 2023 r.


Kontynuujemy rozpoczęte wątki, a wraz z nimi naukę zasad. Tym razem było trochę więcej testów, była też w końcu walka.


Wystąpili:

Handar - pilot z Miry;

Dara - humanid Xingheri z Lubau - osadniczka;

Mona - mechanik Zalos - germańskie geny.


Mona dzień wcześniej poczuła się źle i została w świątyni, gdzie miała dziwne sny o człowieku w chmurach, przywiązanym kablami do wieży i mówiącym do niej „Łazarz, Łazarz”. Reszta Drużyny w tym czasie wzięła udział w plemiennym wiecu i obserwacji pałacu Omara din Nimatallaha.

Zaczął się nowy dzień. W trakcie porannych rozmów i kawy do świątyni przyjechało troje żołnierzy Legionu, którzy zapraszają Bohaterów do pałacu - było to zaproszenie od Omara din Nimatallaha. Dziwna sprawa, bo przecież się mu nie ujawnili, mieli pewne podejrzenia co do jego działalności, co prawda, ale nie podjęli żadnych działań. Przyjęli więc zaproszenie i pojechali do pałacu.

Tam dość długo rozmawiali z Omarem na tarasie, obserwując Jezioro Mnembau i Oazę Mahanji na drugim brzegu. Omar był zagadkowy i nieco smutny, a wypowiadane przez niego słowa niezbyt logiczne: mówił o obliczeniach, o niespodziewanych zmiennych i wprowadzaniu korekty do obliczeń. W tym momencie doszło do eksplozji w Oazie Mahanji. Wtedy jeszcze Bohaterowie myśleli, że to Omar wywołał eksplozję, podczas gdy był to Hanim Beg, były przyjaciel Dary, rozjuszony decyzjami z poprzedniego dnia postanowił wziąć sprawy we własne ręce.

Wówczas Omar zaczął mówić o odkupieniu, i że pora umierać. A chwilę później, jak gdyby nigdy nic, zaprosił Drużynę do laboratorium, gdzie przetrzymywał Hamdiego Iqbala.

Podziemne laboratorium, do którego zjechali windą, zawierało mnóstwo aparatury. Na środku stało coś w rodzaju otwartej kriokomory, w której leżał poszukiwany Hamdi Iqbal. W laboratorium były też klatki dla Krwawych Iblisów, które zaatakowały Bohaterów dwa dni wcześniej. Klatki były puste poza jedną. Z laboratorium biegł również ogromny tunel wentylacyjny, którym można było wydostać się gdzieś na pustyni.

Omar din Nimatallah zaczął opowiadać, że tak zwana choroba mistyków może być błogosławieństwem i da się człowieka wymodelować na mistyka. Tu prowadził w tym celu eksperymenty. Teraz jednak zachowywał się dziwnie irracjonalnie. Wziął skalpel i wbił go w oko śpiącego Hamdiego. Handar strzelił do niego, ale strzał - choć celny - nie powstrzymał Omara, skalpel wylądował w oku reportera. Mona natomiast doskoczyła do ogromnego mechanicznego ramienia (asystenta chirurgicznego), którym znokautowała wątpliwego etycznie naukowca. 

Strzały zaalarmowały Legionistów - wezwali windę i zjechali na dół - zaczęła się strzelanina, w której Handar został poturbowany, ale finalnie udało się troje żołnierzy pokonać. Nie było łatwo i był to dla mnie pierwszy sprawdzian morderczości walki w Coriolisie. Po walce Dara zabiła Krwawego Iblisa. I dopiero wtedy zadała sobie pytanie, czy to był kiedyś człowiek.

Dara i Mona musiały zdecydować, co robić dalej. Mona skonstruowała rodzaj mobilnego łóżka z całą aparaturą, żeby przetransportować Hamdiego Iqbala. Reportera i Handara zapakowały do opancerzonego transportera, którym przyjechali tutaj razem z Legionistami. Ponieważ Hasim był cały czas w świątyni, trzeba było go odebrać, tylko on znał się na medikurgii. Zapadła decyzja, że Mona pojedzie po niego ciężkim terenowym motocyklem, podczas gdy Dara z Handarem i Hamdim ruszyła na lądowisko. 

Jeszcze gdy przenosiły nieprzytomnych mężczyzn, Dara i Mona zobaczyły na ekranie zamontowanym w holu pałacu wiadomości na żywo z Oazy Mahanji - dron nagrywał walki pod siedzibą firm naftowych - Dara doskonale widziała Hanima Bega próbującego się wedrzeć od budynku. Tymczasem Hamdi Iqbal przebudził się nagle (wciąż ze skalpelem w oku) i wykrzyknął, że koniecznie muszą lecieć do Mehrabi (stolicy Lubau), bo był świadkiem morderstwa i dzieje się tam coś naprawdę złego.

Dara będzie musiała podjąć decyzję, czy go wysłuchać, czy jednak zostać i pomóc osaczonemu Hanimowi w mieście. 


czwartek, 21 listopada 2024

[CWD] Po artefakt!

Sesja online rozegrana 12 listopada 2023 r.


Wygląda na to, że to przedostatni wątek domykający proces przygotowań do odbicia miasta z rąk Krwawnika. Sporo akcji, Bohaterowie sprytnie zdobywają artefakt pozwalający kontrolować Odmieńców. Zbliża się finałowa bitwa!


Wystąpili:

Peg (Peggy) - człowiek - wojownik - giermek - paladyn / buntownik-terrorysta / ładne oczy / nosi przy sobie zasuszoną głowę swojego dawnego pana rycerza;

Banifeller - odmieniec - łotr - złodziej - wygnany z rodzinnych stron, koczownik-zbieracz-żebrak o potencjalnie szlacheckich korzeniach;

Świętojebek - goblin - magik - nekromanta - czarownik, przeciętny chłopak, mocno śmierdzący, nosi przy sobie ręcznik i mydło.


Bohaterowie ruszyli do prawie spalonej wieży, w której elfi czarodziej (zabity jakiś czas temu) miał swoje laboratorium funkcjonujące pod banderą Kowenu Świętego Księżyca. Piętro po piętrze przeczesywali pomieszczenia: Banifeller na przykład miał spotkanie z morderczym krasnoludkiem z brzytwą, który z dołu wulgarnie groził mu poderżnięciem gardła. Peg i Świętojebek postanowili przyglądać się tej komedii - Banifeller próbował krasnala wykopać przez okno, a ten skakał jak Gumiś i chlastał go po twarzy. 

Następnie Bohaterowie znaleźli pomieszczenie z magicznymi lustrami oraz skrzyniami. Peg uruchomiła pułapkę i zamieniła się na jakiś czas w spanikowaną świnkę, która uciekła z wieży i niechcący zwabiła wygłodniałych orków (meat is back in menu, boys!). Udało jej się uciec i wrócić do wieży, gdzie przybrała dawną postać. Ale za to w swojej skrzyni znalazła świetną magiczną kolczugę! W tym wszystkim Peg wpadła w szał, zdzieliła nieco Świętojebka, a ten uciekł na ostatnie piętro wieży, wkrótce potem ruszył za nim Banifeller. Tymczasem wojowniczka-zelotka stłukła lustro, z którego machała uśmiechnięta Gep - Peg i Gep zaczęły ze sobą walczyć.

Tymczasem Świętojebek i Banifeller uruchomili tajemniczy mechanizm w kształcie złotego jaja (był to teleport) oraz strzegącego go golema. Jakimś sposobem Peg i Gep również przeniosły się na ostatnie piętro - wówczas teleport przeniósł Drużynę, Gep i golema w sam środek sali ucztujących goblinów. Nieopodal na tronie siedział sam Król Goblinów z zabałaganioną koroną, w której znajdował się artefakt potrzebny do kontrolowania Odmieńców.

Odbyła się ciekawa walka, w której golem został zniszczony, a Gep prawie zginęła. Sobowtór chwycił złote jajo i odlaił odliczanie do ponownej teleportacji - wówczas Świętojebek rzutem na taśmę wypuścił magiczną wyjącą czachę, która podleciała do tłustego Króla i chwyciła w zęby artefakt. Wtedy Drużyna przeniosła się ponownie do Sześciogrodu. Tam Peg postanowiła ostatecznie zabić Gep.

W ten oto sposób Bohaterowie postanowili opuścić miasto, by przygotować się do finałowej bitwy o Sześciogród. 

poniedziałek, 18 listopada 2024

GROK?!

W końcu udało mi się przeczytać krótką grę o zagadkowym tytule GROK?! I o okładce typowej dla settingów wpisujących się w kategorię dziwactw i psychodelii. Twór ten inspirowany jest takimi dziełami, jak Cortex Prime (nie znam), Electric Bastionland (lekko znam), Fate Core, Freeform Universal, Index Card RPG (co to jest?), Knave, Numenera, Savage Worlds, Shadow of the Demon Lord (pewnie chodzi o nienawistną defekację), Technoir, Troika! I Vagabonds of Dyfed. Zapowiada się produkt lekki w zasady o uniwersalnym charakterze, łatwym w formowaniu settingu, szybki, ukierunkowany na super zabawę (jak każda gra, poza Warhammerem).

Moje pierwsze skojarzenie dotyczyło PbtA. Gra jest takim okrojonym tworem, gdzie jeden rzut kością (a używamy w zasadzie większości ich typów) rozstrzyga i wskazuje na jeden z trzech znanych nam wyników: nie i…; tak i… oraz zwyczajne i nudne tak. Fajne jest to, że nie pojawia się zwyczajne „nie”, które nie ma żadnego potencjału w popychaniu przygody do przodu (nie udaje ci się wyważyć tych drzwi, stoisz i się gapisz jak jakiś debil i nie wiesz co dalej zrobić).

Proces tworzenia Bohatera wydaje się łatwy i szybki. Postać opisywana jest przez trzy Atrybuy: fizyczny, umysłowy i społeczny. Atrybut opisany jest poprzez używaną do testów kość, a im Postać bardziej kompetentna, tym wyższego rodzaju kości używa (maksymalnie d12). To, jak wyglądają nasze Atrybuty rozstrzyga tylko jeden rzut, którego wynik od razu określa nam w czym postać jest mocna, a w czym nie. Następnie ustalamy lub losujemy pięć Cech (Traits) dokładniej określających naszego Bohatera, a w ostatnim kroku losujemy jego Ekwipunek (Assets). W moim przypadku wyszło tak:


Attributes:

Physical d8

Mental d6

Social d6


Traits:

Personality: Boisterous

Motivation: Fight an injustice

Background: Quantum Psychologist

Trouble: Blinded

Appearence: Corpulent


Assets:

Sentient bastard sword

Telekinetic glove

Indentured Laborer

Inefficient Duplicator


Mam zatem umiarkowanie kompetentnego, wybuchowego psychologa kwantowego, który przede wszystkim chce walczyć z niesprawiedliwością. Ponieważ jego Trouble (Blinded) trochę ogranicza mi pole działania, wymyślam sobie, że będzie on po prostu zaślepiony swoją misją, trochę jak Don Kiszot. Bohater ma fajne sprzęty, w tym pracownika, który od razu kojarzy mi się z Sancho Pansą. 

Gra mocno wspiera zarządzanie Ekwipunkiem, a ponadto, jak znamy to z niektórych innych gier, Resource Slots stanowią także o żywotności naszej Postaci. Funkcję ran pełnią tutaj bowiem Stany (Conditions) i zajmują one sloty Ekwipunku. Wydaje mi się fajne to, że Stan może modyfikować to, co w Ekwipunku się znajduje, na przykład dobrej jakości zbroja zamienia się w uszkodzoną, a pracownik najemny może zostać ranny lub po prostu zrezygnować. W każdym razie w pewnym momencie musi dojść do sytuacji, w której sloty Bohatera zostają zajęte przez tak wbite rany - wówczas postać jest wyeliminowana, ale nie oznacza to, że od razu jest martwa.

I w końcu druga część podręcznika, po opisaniu zasad i ról Aktorów (Graczy) i Reżysera (Mistrza Gry), dotyczy settingu. Jest on opisany krótko i nie mogę powiedzieć, żeby odznaczał się szczególną oryginalnością: ot, była wspaniale prosperująca planeta gdzieś na splocie międzygwiezdnych podróży. Ktoś wpadł na pomysł ujarzmienia tajemniczej Gwiazdy Pustki (Voidstar), co skończyło się katastrofą. Obecnie sytuacja wygląda tak, że po katastrofie, wybuchach i rozerwaniu mamy szereg miejsc wartych odwiedzenia: Symulakrum (gigantyczny statek kosmiczny zarządzany przez sztuczną inteligencję zwaną ALem i promieniujący straszliwym promieniowaniem), unoszące się w powietrzu przedziwne wyspy, Pustkowia (Wastelands) i podziemia (Underworld). Nie ma tu wiele detali, ale otrzymujemy świetne tabele do losowania ciekawych miejsc. W ten sposób wyszły mi takie rzeczy, jak:

Symulakrum: zubożały, podupadły rynek z ekstremalną grawitacją. Plotkuje się tam o krzykach wydobywających się z rur. 

Wyspy: niesamowite miasto z mięsa zamieszkane przez uosobienie zaklęć rządzonych przez kolektywną świadomość.

Pustkowia: porzucona farma z rozbitym statkiem kosmicznym skrywającym ogromne bogactwa.

Podziemia: stara kopalnia zamieszkana przez bulwiaste automatony, które mają ogromną charyzmę i oczarowują innych przybyszy z zewnątrz.


GROK?! Dobrze wpisuje się w to science-fantasy gonzo-ponzo-szponzo i tak dalej. Losowane w tabelach wyniki nie są oczywiste, wymagają pewnego pomyślunku, ale na pewno nie wspierają tradycyjnych, do bólu wytartych tropów. Dziwactwo goni dziwactwo, co tym bardziej miło może być doświadczać, ponieważ nie trzeba tutaj szczególnie mocno koncentrować się na mechanice. Jest ona prosta, aczkolwiek może dawać wiele narracyjnej frajdy (opisywanie Traitów i Stanów). Rozwiązania proponowane przez tę grę zapewne będę trzymał gdzieś z tyłu głowy. Trudno orzec, czy grę poprowadzę, bo hałda wstydu jest ogromna, a ja obecnie staram się raczej mocniej eksploatować znane sobie tytuły zamiast powierzchownie ogrywać nowe.

czwartek, 14 listopada 2024

[Coriolis] Jak się robi politykę na Lubau

Sesja online rozegrana 10 listopada 2023 r.


Kontynuujemy przygodę na Lubau. Wciąż mam problem ze sprawnym aplikowaniem zasad, czego dobitnie dowiodła jedna szczególnie scena. Mam wrażenie, że akcja rozwija się bardzo   powoli. Wolniej, niż bym chciał. Mam wrażenie, że Gracze postanowili polizać cały obszar do zwiedzenia, ale daleko im do realnego jego odkrycia i poznania. Ponadto Gracz wcielający się w Zinaha zrezygnował, a jedna Graczka nie zdołała dotrzeć.


Wystąpili:

Hasim Almasi - Mira - datajinn;

Handar - pilot

Dara - humanid Xingheri z Lubau - osadniczka.


Bestie krążyły wokół Bohaterów, którzy postanowili wycofać się chyżo w stronę świątyni. Jeszcze w trakcie ucieczki na niebie rozbłysła flara, ktoś - szybko okazało się, że to lokalni Xinghur - postrzelił jednego z drapieżników. Bohaterowie dotarli do schronienia bezpiecznie. Hasim w nocy śnił o mężczyźnie proszącym go o pomoc. 

Nazajutrz w trakcie porannej kawy i rozmów z innymi bywalcami świątyni i biblioteki dowiedzieli się, że nieopodal wkrótce odbędzie się wiec obu plemion, Beri i Xinghur w sprawie odpowiedzi na nader eksploatacyjną politykę Zenitian. Były tam na stole dwie opcje: powstrzymanie działań wojennych i pokojowe załatwienie sprawy przez szarifa albo radykalne działania postulowane przez Hanima Bega, wojowniczego syna lidera Xinghur.

Bohaterowie udali się tam z planem włączenia się w te negocjacje, mimo że byli totalnie obcy i pomysł ten wydawał się totalnie idiotyczny. A jednak zadziałał: najpierw przedstawili swoją perspektywę szarifowi, a ten pozwolił im zabrać głos w dyskusji. Uznawani za reporterów i przedstawicieli Niezależnych Wiadomości zapowiedzieli, a raczej obiecali nagłośnić sprawę niesprawiedliwego traktowania tubylców oraz ostrzegli, że w przypadku gwałtownych działań pojawi się tu więcej Zenitian, w szczególności zapewne reprezentowanych przez Legion.

Starszyzna obu plemion podjęła decyzję o niewszczynaniu działań wojennych. Sprawę nadmiernej obecności Zenitian scedowała na szarifa i jego „przedstawicieli” znikąd. Przemowę wygłaszał Handar, a jego tłumaczką była Dara. Tutaj pojawił się mały twist: wojowniczy Hanim Beg był jej przyjacielem, bardzo bliskim przyjacielem. Porzuciła go, gdy razem pełnili służbę na jakimś posterunku. Jej zniknięcie było niezrozumiane i samego Hanima obwiniano o pomoc Darze w tym „zniknięciu”. Po oficjalnym ogłoszeniu decyzji doszło do emocjonalnego (ale krótkiego) spotkania Dary z Hanimem. Dara próbowała udawać emocje, udawała płacz, ale mężczyzna w to nie uwierzył. Handar, wierząc w swój oratorski dar znowu próbował jakoś słowem emocje ułagodzić, ale skończyło się to tym, że dostał pięścią w twarz. Rozjuszony Hanim wraz ze swoją świtą wsiadł na dromedony i odjechał. Bohaterowie być może się domyślali, a być może nie, że młody i porywczy mężczyzna zamierza wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie przeprowadzić zamach w Oazie Mahanji. Drużyna nie decyduje się jednak za nim jechać.

Pozostałą część dnia Bohaterowie postanawiają spędzić na obserwacji pałacowej posesji magnata Omara din Nimatallaha, badacza współpracującego z Celer-Delektą i odpowiedzialnego prawdopodobnie za jakieś wątpliwe moralnie eksperymenty uwzględniające biomodelowanie. Dara wypuściła drona, dzięki czemu mogli przyjrzeć się temu mężczyźnie wypoczywającemu na pięknym tarasie. Dostrzegli też mundur Legionu, co wskazywało, że gość może mieć jakąś obstawę. Nie podjęli jednak żadnych decyzji poza tą, żeby wrócić do Świątyni.

czwartek, 7 listopada 2024

[CWD] Kto sra w lesie

Sesja online rozegrana 29 października 2023 r.


Ciśniemy do brzegu. Zamykamy ostatnie wątki, by rozegrać wielki finał - bitwę o Sześciogród.


Wystąpili:

Peg (Peggy) - człowiek - wojownik - giermek - paladyn / buntownik-terrorysta / ładne oczy / nosi przy sobie zasuszoną głowę swojego dawnego pana rycerza;

Banifeller - odmieniec - łotr - złodziej - wygnany z rodzinnych stron, koczownik-zbieracz-żebrak o potencjalnie szlacheckich korzeniach;

Świętojebek - goblin - magik - nekromanta - czarownik, przeciętny chłopak, mocno śmierdzący, nosi przy sobie ręcznik i mydło.


Od kilku tygodni Bohaterowie wraz z kapłanem Rogatego Króla (Edgarem) i jego sojusznikami polowali na Zło, które plugawiło Mroczny Las. Bezskutecznie. Świta Edgara ginęła, a on sam zaczął tracić nadzieję. Bohaterowie dali mu słowo, że załatwią ten problem, a jemu samemu polecili zebranie sił, które wesprą ich w walce z Krwawnikiem. 

Po licznych analizach wytypowali dwa punkty, które należało odwiedzić.

W pierwszym miejscu zastali drobnego demona, który plugawił las oddając kał gdzie popadnie. Był to srający chochlik z kategorii złośliwych. Świętojebek pokarał go czarem, a Banifeller dopadł i przesłuchiwał - był to dialog absurdalny, bo chochlik podawał się za samego Marasha XII, nawet jeśli szybko został zdemaskowany jako uzurpator. Ostatecznie wskazał Bohaterom miejsce i został zabity, choć obiecywał być ich wsparciem.

Bohaterowie udali się w okolice pozostałości po starożytnych ruinach, pochodzących jeszcze z czasów, gdy rzadził tu tamten zły czarownik, którego imienia nie pamiętam. A tam las, choć formę lasu zachował, był stworzony jakby z ludzkiej tkanki - wszędzie żyły, wyskakujące niczym grzyby wątroby, wszystko takie różowiutkie i ukrwione. Wówczas trafili na Marasha XII odprawiającego rytuał, który miał go finalnie przekształcić w przypakowanego demona. Obecnie był wielkim i napuchniętym, nieco zdeformowanym człowiekiem.

Rozpoczęła się walka i muszę przyznać, że wypuściłem na Drużynę zbyt słabego przeciwnika - takiego podrasowanego średniego demona z mocą toksycznego piardnięcia. Choć miał potencjał wyrządzenia im krzywdy (i lekką wyrządził), potężne czary Świętojebka, rola „tanka” Peg oraz finiszujące ruchy Banifellera dość szybko Marasha wykończyły. Nie zdążył on dokończyć rytuału (wówczas planował ruszyć na Sześciogród i obwołać go swoim królestwem). Marash XII pojawił się w bardzo wczesnej fazie kampanii, ale jego wątek zszedł na boczny tor, nie mniej teraz został zamknięty.

Następny i ostatni przed wyprawą na Sześciogród ruch to próba zdobycia kontroli nad armią Odmieńców, o której była wcześniej mowa. Bohaterowie awansowali na 9. Poziom.